Kler ze ściskiem

Mocne kino. Smarzowski trzyma poziom, znów podjął ważny temat i po raz kolejny wywołuje gorącą dyskusję. „Kler” to wciągający film, który nie pozostawia chwili na złapanie oddechu. A takich tłumów w kinie dawno nie było – wszystko za sprawą szumu wokół obrazu i to na długo przed premierą.

Jakże mylące potrafią być zwiastuny. Kto spodziewał się nieustającej balangi, ubawu po pachy, musiał się srogo rozczarować. „Kler” nie jest filmem do porechotania. W gruncie rzeczy jest to jeden z najsmutniejszych filmów, jakie ostatnio widziałam. Smarzowski bierze na tapetę nie tylko problem pedofilii, obłudy i pazerności duchownych, brudnych interesów, kupczenia, alkoholizmu, ale również przemocy, biedy i patologii w całym społeczeństwie. „Kler” nie jest dla mnie filmem kontrowersyjnym. Przecież wszystkie przedstawione problemy są znane, boję się, że ich skala może być w rzeczywistości jeszcze większa. Obrazy z sierocińca – koszmar, finałowe sceny – nokaut dla widza. Zderzenie leżącego krzyżem, płonącego ciała i pijących przy stole księży (odwołanie do symboliki Ostatniej Wieczerzy) – cios prosto w brzuch. Po seansie długo nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Odezwałam się dopiero po godzinie.

A tak na marginesie. Dzięki Smarzowskiemu oblężenie przeżywa nie tylko kino Oskard, ale także pobliski sklep spożywczy. Widzowie w drodze na seans wynoszą stamtąd siaty jedzenia. Chyba konsumpcja jest dla nich czynnością wstydliwą, skoro oddają się jej, gdy zapadną kinowe ciemności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.