Magiczne noce nad Tybrem

Propozycja dla rasowych kinomaniaków i wielbicieli włoskich filmów. Paolo Virzi, twórca znakomitego „Zwariować ze szczęścia”, powraca w dobrym stylu w swoim najbardziej autobiograficznym filmie. Opowieść o zmierzchu wielkich twórców kina i nostalgiczny powrót do Rzymu sprzed lat.

Do rzeki wpada samochód. Ale mało kogo to obchodzi. Dzieją się bowiem rzeczy ważniejsze – rzuty karne w finale mistrzostw świata. Maradona rozkłada Włochów na łopatki. W związku ze zdarzeniem (okazuje się, że w aucie siedział znany producent), na komisariat trafia troje młodych ludzi, którzy jako ostatni widziani byli w towarzystwie ofiary. Składają zeznania i w ten sposób dowiadujemy się, co działo się w ich życiu przez ostatnie tygodnie. Tak zaczynają się „Magiczne noce”, satyra na włoski przemysł filmowy.

Virzi uwielbia bawić się gatunkami. Momentami dramat, momentami komedia z wątkiem kryminalnym, satyra na włoski przemysł filmowy, pełen hipokryzji, nieszczerych pochlebstw, większych i mniejszych kłamstw, bylejakości, przypodchlebiania się publiczności w najtańszym z możliwych sposobów. Młodzi ludzie, którzy trafili do Rzymu jako laureaci konkursu na najlepszy scenariusz, zostają odarci ze złudzeń. To nie sztuka, to biznes, na którym trzeba zarobić pieniądze. Troje młodych to wyjątkowa mieszanka: chodząca encyklopedia Antonio, robotnik Luciano – cwaniak i kobieciarz oraz pochodząca z bogatej rodziny Eugenia, zagubiona, samotna i rozchwiana emocjonalnie, uzależniona od rozmaitych substancji poprawiających nastrój. Choćby dla tego trio warto obejrzeć film.

„Magiczne noce” pełne są odniesień do twórców włoskiego kina, ich filmów – to świetna zabawa dla znawców. Epizod Ornelli Muti, niekwestionowanej gwiazdy, po prostu perełka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *