Nędznicy jak bomba

Film bomba. Z tak wielkim ładunkiem emocji, że wciska widza w fotel. „Nędznicy” w reżyserii Ladja Ly to dla każdego kinomaniaka pozycja obowiązkowa.

Szok. Z kina wychodziłam ze ściśniętym gardłem. „Nie ma złych roślin i nie ma złych ludzi. Są tylko źli ogrodnicy” to cytat z „Nędzników” Wiktora Hugo, którym opatrzony jest film. To nie koniec powiązań i nawiązań. Podparyska dzielnica Montfermeil. Ladj Ly nakręcił film o świecie, w którym się wychował. Wyklęte blokowiska, gdzie rządzi przemoc. Stąd pochodził powieściowy Gavroche, którego postać również jest w filmie przywołana (któż teraz czyta XIX-wieczne powieści?).

Mocny obraz, który zdobył cztery Cezary (w tym statuetkę dla najlepszego francuskiego filmu) i otrzymał nominację do Oscara. Wraz z trzema policjantami z patrolu przemierzamy w „Nędznikach” dzielnice biedy, beznadziei i braku perspektyw, które rodzą frustracje. Tu nie ma miejsca na wartości. Wzajemna wrogość wręcz iskrzy. Ludźmi kierują gniew, nienawiść i pogarda. Gwałt rodzi gwałt, przemoc wywołuje przemoc, a dziecięcy psikus jest iskrą inicjującą wybuch. Nieustanne poczucie zagrożenia potęguje sposób filmowania – ujęcia z ręki.

„Nędznicy” trzymają w napięciu, wszystko tu wrze od emocji, a wydarzenia śledzi się z zapartym tchem. Finał to dramaturgiczna wolta. Zniekształcona twarz dziecka ze slumsów niczym maska, z której nie sposób nic wyczytać. Jak to się zakończy? „Nędznicy” nie pozostawią widza obojętnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *