Mleko i gnój

Propozycja dla tych, którzy chcą zwolnić w pędzie, pomyśleć i rozkoszować się islandzkim krajobrazem. Surowa natura, ośnieżone wzgórza, daleki horyzont, szczere pustki, ludzi jakby wymiotło. Sielsko jednak nie jest. „Daleko od Reykjaviku” to film o walce jednostki z molochem. Film o gniewie i buncie.

Inga wraz z mężem prowadzi na odległej prowincji gospodarstwo zajmujące się produkcją mleka. Film zaczyna się dość naturalistycznie – porodem krowy. Tak wygląda dzień pracy głównej bohaterki – ciężka harówka od świtu do zmierzchu, o wakacjach można tylko pomarzyć. Inga między dojeniem a karmieniem krów pisze zaangażowane posty na portalu społecznościowym. Krytykuje w nich politykę miejscowej spółdzielni, która zamiast stać po stronie rolników działa jak mafia. Spółdzielnia zastrasza, wpędza w długi, ma monopol na sprzedaż i gnębi rolników robiących zakupy gdzie indziej. Po śmierci męża Inga swój smutek i żałobę zamienia w gniew i bunt.

„Daleko od Reykjaviku” to kameralny dramat i kino zaangażowane. To również portret kobiety, która nie daje się zastraszyć, idzie pod prąd, podejmuje walkę. Kiedy trzeba chwyci za broń, znajdzie niekonwencjonalne zastosowanie dla mleka, rozleje gnojówkę i ruszy w siną dal. A’ propos dali. Ach te islandzkie krajobrazy. Aż serce się wyrywa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *