Sekret bogini Fortuny

Coś w sam raz na czasy epidemii. „Sekret bogini Fortuny” wzruszy, rozbawi i uświadomi, jak nieprzewidywalne, zaskakujące, a momentami przewrotne może być życie. Fortuna to wszak bóstwo zarówno szczęścia, jak i nieszczęścia. Dobrze więc, poznać jej sekret. Najlepiej podczas seansu.

Artur i Alessandro to para gejów z wieloletnim stażem. W ich związek zdążyła się wkraść rutyna, znudzenie, rozczarowanie. To, co dawniej pociągało, zaczyna drażnić. Mówiąc krótko – panowie przechodzą poważny kryzys. Nie trzeba być geniuszem, by przewidzieć, że nagłe pojawianie się w ich życiu dawnej przyjaciółki z dwojgiem dzieci, wywróci wszystko do góry nogami i będzie niczym koło ratunkowe. Tyle o fabule.

„Sekret bogini Fortuny” mieszanka komedii romantycznej i dramatu. Ciepły, czuły, dobrze zagrany (gorące oklaski dla dziecięcej części obsady), nieco ckliwy i ocierający się nawet o telenowelę. Jednak reżyser Ferzan Özpetek sprawia, że w ogóle to nie drażni. No i te sycylijskie włoskie pejzaże! Wszystko doprawione szczyptą humoru, ironii i podlane aromatycznym sosem (jest rzecz o kulinariach).

Film o przyjaźni, miłości, odpowiedzialności, z przesłaniem, a nawet obowiązkową złą czarownicą (okrutną matką). A jak to w bajkach bywa jest i morał. Nikt z nas nie przewidzi, co przyniesie życie. Wszystkiego, co nas spotyka trzeba traktować jako lekcje. Chyba, że ma się szkolny uraz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.