Jak brzmi cisza?

Od hałasu do ciszy, od krzyku do milczenia, od nadziei do rozpaczy. „Sound of metal” to jeden z lepszych obrazów, jakie ostatnio widziałam. Emocjonalny wstrząs i serca rozdarcie. Poruszane w filmie problemy były tym bardziej ważne, że mój mąż jest osobą niesłyszącą.

Pełnometrażowy debiut Dariusa Mardera. Historia perkusisty, który z dnia na dzień, a właściwie – według prognoz lekarza – z godziny na godzinę traci słuch. Nagle i nieodwracalnie. Rozpacz głównego bohatera (świetna rola Riza Ahmeda) jest wręcz namacalna. Jego życie zmienia się zupełnie, plany się sypią.

Twórca „Sound of metal” poprzez surowe, przydymione kadry, niemal w dokumentalnej formie ukazuje nam to, z czym musi zmierzyć się bohater. Widzimy jego początkowe niedowierzanie, potem szok, wstrząs, bunt, wściekłość, ból, zwątpienie. Dźwięk to powraca, to znów cichnie i dobiega jak spod wody. Odgłosy porannych rytuałów (kapanie kawy, praca blendera) w kolejnej scenie milkną.

„Sound of metal” był dla mnie poznawczym szokiem. Reżyser w znakomity sposób wykorzystuje język filmu. Szumy i piski, przytłumione, niezrozumiałe głosy, dudnienie powodują dyskomfort, momentami wręcz przerażenie. Natomiast pogrążanie się w kompletnej ciszy daje efekt piorunujący. Więc to jest właśnie tak?

Bardzo mocne kino. Jak dla mnie, pozycja obowiązkowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.