Czas masażysty

Na ekranie same sławy (na czele z Agatą Kuleszą, Andrzejem Chyrą, Mają Ostaszewską), piękne kadry Michała Englerta, przykuwający uwagę główny bohater (w tej roli Alec Utgoff), stylizowany trochę na Patricka Swayze (nawet wdzianko ma podobne). „Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej śmieszy, bawi i gdyby nie etykietka „polski kandydat do Oscara”, byłoby całkiem nieźle. A tak to człowiek ma wygórowane oczekiwania i wiadomo, jak to się kończy.

Człowiek z lasu (taką sceną film się zaczyna). Niewiele o nim wiemy, możemy jedynie snuć domysły: przeżył katastrofę w Czarnobylu, stracił matkę, pracuje w Polsce nielegalnie, nie ma tutaj nikogo bliskiego, a co najważniejsze może poszczycić się niezwykłymi zdolnościami: jego ręce, potrafią zdziałać cuda, hipnotyzuje, przesuwa wzrokiem szklanki i, jak twierdzi, zna wszystkie języki.

Sympatycznemu Żeni wszyscy chętnie się zwierzają. Słabość do miłego cudzoziemca mają szczególnie kobiety, pełne tęsknot, niespełnionych pragnień, marzeń. Nieszczęśliwe, sfrustrowane, zdradzane opowiadają mu o swoich problemach. „Śniegu już nigdy nie będzie” to satyra na uprzywilejowaną klasę średnią, znudzonych mieszczuchów zamieszkujących osiedle sklonowanych podwarszawskich domków („Do Elizy” jako gong u drzwi bezcenny!). Historia opowiedziana jest jakby w kilku epizodach, połączonych postacią słynnego na całym osiedlu masażysty. Żenia urasta do rangi super bohatera (jemu poświęcone są wszystkie dziecięce rysunki, wiszące na szkolnej wystawie).

Nie spodziewałam się po Szumowskiej takiego filmu. „Śniegu już nigdy nie będzie” był dla mnie zaskoczeniem. To naprawdę zabawna komedia, ale tylko tyle (skąd te nadzieje na Oscara?). Nie każdy też uczył się języka rosyjskiego (przydałyby się w tych momentach napisy). Młode pokolenie nie zrozumie też aluzji do telewizyjnego szamana Kaszpirowskiego. Adzin, dwa, tri, cietyrje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *