Nie lubię świąt

Gorzka komedia, satyra na nowobogackich, ich snobizm, zadęcie, do kompletu: melodramat, wyciskacz łez – mieszanka emocji i rzadkie w polskich kinach spotkanie z kinem brazylijskim. Film „Święta, święta i po świętach” do łatwych nie należy.   

Niech was nie zwiedzie odświętnie brzmiący tytuł. Obraz Sandry Kogut z „Kevinem…” i spółką nie ma nic wspólnego. Jest wręcz zaprzeczeniem wszystkiego, co Kevin i spółka sobą reprezentują.

„Święta, święta i po świętach” to film nieoczywisty. Już sam tytuł jest taki. Coś jak „Dirty Dancing” i polski „Wirujący seks”. Oryginalny brzmi: Três Verões, co znaczy trzy lata, rzecz dzieje się bowiem na przestrzeni trzech grudniowych miesięcy. Moim zdaniem lepszy byłby „Nie lubię świąt”. Wiele rzeczy jest niedopowiedzianych, jedynie zasygnalizowanych, sporo widz musi się domyślać. Film wymagający od widza uwagi i skupienia. Główna bohaterka to wiecznie uśmiechnięta, tryskająca radością, pomysłami, przedsiębiorcza Mada, zarządzająca domem bogatych pracodawców. Przeciwności losu powodują u niej jedynie chęć podejmowania kolejnych wyzwań.   

Brazylijska reżyserka o swojsko brzmiącym nazwisku Kogut (korzenie jednak węgierskie) zręcznie poprowadziła opowieść, oferując widzowi pełen wachlarz doznań: od śmiechu, po łzy, od wzruszania do refleksji. Są elementy zaskoczenia, a sceny rejsu jachtem i nagrywania reklam – kapitalne!  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.