Żeby nie było śladów

Ile jesteśmy w stanie poświęcić, by walczyć o prawdę? Takie pytanie zadają twórcy filmu „Żeby nie było śladów”. 

Film Jana P. Matuszyńskiego (twórcy „Ostatniej rodziny”) powstał na podstawie nagrodzonego Nike reportażu Cezarego Łazarkiewicza „Żeby nie było śladów”. Książka o potwornej historii zabójstwa Grzegorza Przemyka to był gotowy scenariusz na naprawdę mocny, wstrząsający film. Czy reżyser w pełni wykorzystał swoją szansę? Nie jestem przekonana. „

„Żeby nie było śladów” to historia wielkiego kłamstwa, przerażającej niesprawiedliwości, bezprawia, podłości i bezsilności jednostki wobec opresyjnego systemu, który pozwolił, by milicjanci, którzy zakatowali maturzystę Grzegorza Przemyka, pozostali bezkarni.

W filmie widzimy, jak manipuluje się śledztwem, do jakich strasznych i obrzydliwych metod ucieka się władza. Sposoby inwigilacji, zastraszania, wymuszania, szantażu – to wszystko w filmie jest pokazane. Jednak nie wstrząsnęło mną na tle, jak się spodziewałam. Co mi w tym przeszkadzało? Paradoksalnie – staranność w realizacji filmu, dbałość o realia i szczegóły. Łapałam się na tym, że zaczynam się skupiać na meblościankach, samochodach, wystroju wnętrz z tamtych lat, a przecież nie o to chodziło! Mało tego – momentami miałam wrażenie, że to film o paleniu papierosów. Palą wszyscy, wszędzie i bez przerwy.

Żeby jednak zupełnie nie zniechęcić. „Żeby nie było śladów” obejrzeć trzeba, choćby dlatego by wyrobić sobie własne zdanie. Film nie jest zły, jest dobry, ale mógłby być lepszy. Ma kilka mocnych, przejmujących scen i znakomitą obsadę aktorską.   

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.