Lingui

7/10

Wspaniała oprawa wizualna, klimatyczne zdjęcia, przepyszne kolory, a do tego niezwykle budujący obraz kobiecej solidarności. „Lingui” porusza sprawy ważne i trudne, jednak nie epatuje przemocą i nie szantażuje widza.

Czadyjski reżyser Mahamat-Saleh Haroun najczęściej realizuje filmy związane z Afryką („Nasz ojciec” „Susza”, „Krzyczący mężczyzna”). Akcję „Lingui” (słowo to oznacza więź, relację, z której wynika wzajemna troska i odpowiedzialność) osadza na przedmieściach stolicy. Bohaterki są matka i córka. Wiodą biedne, ale spokojne życie, czerpiąc radość z małych przyjemności. Ciąża (jak się później okazuje na skutek gwałtu) nastoletniej córki burzy ich świat.

„Lingui” nie jest wbrew pozorom filmem przygnębiającym. Nie jest obrazem o tym, jak kobietom w Czadzie jest ciężko (a jest strasznie w patriarchalnym świecie). To niezwykle budujący portret kobiecej solidarności, wsparcia, zaufania i nadziei na lepszy świat. Siła „LIngui” tkwi w sile kobiecych relacji.

Na uwagę zasługuje wspaniała oprawa wizualna, malarskie kadry tworzone przez operatora Mathieu Giombiniego, który swoją pracę zaczynał u Ozona.  

Nędza, przemoc, gwałt, niechciana ciążą, aborcja, zemsta… Ciekawe co z takiego materiału zrobiłby Smarzowski?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.