Happy Together

8/10

Wciągająca historia o złamanych sercach i niepokornych duszach. A do tego po mistrzowsku opowiedziana przez Wong Kar-Waia. Przyprawiona kompozycjami Astora Piazzolli, będących wyznaniem targających bohaterami uczuć.

Znaki charakterystyczne: zaskakujące ustawienia kamery, gwałtowny, wręcz teledyskowy montaż, mocne nasycone barwy, gra światła (od razu widać, że reżyser studiował grafikę), szczątkowa narracja i bohaterowie, którzy nie potrafią się zatrzymać w jednym miejscu, wiecznie nienasyceni, naznaczeni bólem, tęsknotą… I jeszcze rzecz najważniejsza. Głównym tematem twórczości Wong Kar-Waia jest samotność.

Nie inaczej jest w „Happy Together”, filmie z 1997 roku, który mamy okazję zobaczyć po liftingu (w jakości 4K).

Jak my mamy swoje Bieszczady (gdy rzuca się wszystko i jedzie właśnie tam), tak w Argentynie jest wodospad Iguazu. Arcydzieło natury ma szerokość dwóch kilometrów, w najbardziej widowiskowym miejscu spada z wysokości 82 metrów (więc Niagara się chowa), a szum wody słyszany jest w promieniu 20 kilometrów. Trochę turystycznych statystyk w miejscu filmowym. Właśnie tam wybierają się bohaterowie, by spróbować jeszcze raz. Nigdy razem nad wodospad nie dotrą.

„Happy Together” to historia rozstań i powrotów, opowieść o więzi silnej i destrukcyjnej, o związku, który nie ma prawa przetrwać, a jednocześnie nie może wygasnąć. Nie od dziś wiadomo, że „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. Reżyserowi nieustannie towarzyszy poczucie końca. Od pierwszej sceny wiemy, że nie uda się posklejać tej miłości.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.