Nieżywi życzliwi
8/10
Yorgos Lanthimos, jedne z najwybitniejszych współczesnych reżyserów, przyzwyczaił nas do corocznych spotkań z jego obrazami. Jeszcze nie otrząsnęłam się po „Biednych istotach”, a już w kinach pojawiły się „Rodzaje życzliwości”. Polski tytuł nie oddaje gry słów oryginału – „Kind of Kindness”. Mój typ wymyślony na potrzeby tego tekstu – „Nieżywi życzliwi”.
Kino autorskie. Niewygodne, prowokujące, zapadające w pamięć, skłaniające do refleksji. Trzy różne fabuły z tą samą obsadą (znakomitą), ulubionymi aktorami reżysera. W „Rodzajach życzliwości” poznajemy trzy historie, zupełnie inne, jednak paradoksalnie łączące się ze sobą. Jak bardzo sami chcemy być uzależnieni od innych, jak sami narzucamy sobie więzi i zniewolenia. Jak jesteśmy naiwni, ufni i łatwowierni. W filmie im ktoś lepszy, tym ma gorzej. Za swoja dobroć płaci wysoką cenę. Świetne aktorstwo, fabularne przewrotki i charakterystyczne dla reżysera ironia oraz czarny humor. Jest w czym wybierać.
