Odkurzone dinozaury
6/10
W poszukiwaniu rozrywki, wybrałam się na „Jurassic World: Odrodzenie”. W filmie pada stwierdzenie, że to już nikogo nie interesuje. Kiedyś były tłumy chętnych, teraz sprzedaje się garstka biletów. Czyżby była mowa o kondycji kin?
A tak na poważnie. Po nieudanych poprzednich częściach „dżurasików” (jak mogły być udane, skoro widzowie kibicowali dinozaurom, by jak najszybciej wykończyły Claire), za scenariusz zabrał się twórca kultowej pierwszej odsłony, czyli David Koepp. Widać efekty, choć szału nie ma.
Silna kobieta, najemniczka Zora Bennett (w tej roli Scarlett Johansson), przystojniak Jonathan Bailey, chciwe korpo, przygarnięty dinuś (coś dla najmłodszych), klimat nawiązujący do klasyki („Szczęki”, „Indiana Jones”) oraz prosty morał: nie jedz przetworzonej żywności i nie śmieć, bo pożre cię dinozaur. Pojawiają się również nawiązania do „jedynki”, na przykład w scenie… sikania. Są widzowie, którzy z filmu Spielberga z 1993 roku, najbardziej zapamiętali siedzenie na kibelku. Mnie w „Odrodzeniu” najbardziej bawił tekst: „Miss Bennett” wypowiadany przez Ruperta Frienda (w „Dumie i uprzedzeniu” wcielił się w niewiernego Pana Wickhama). Choć co ma Jane Austin do tyranozaura?
