Stan wyjątkowy
7/10 Ostatnio najlepiej bawię się na czeskich komediach. Inteligentny humor, dowcipne dialogi, dobre scenariusze, galeria ekscentryków i umiejętność śmiania się z samych siebie – to cechy rozpoznawcze.
Radiowy zazdrośnik porzuca obowiązki korespondenta, by śledzić ukochaną. W tym czasie w kraju, z którego tak pochopnie wyjechał, wybucha rewolucja. Zapotrzebowanie na materiały nagle jest. Co robić? Gorące relacje powstają więc pośród kuchennych sprzętów. To realizatorski majstersztyk. Materiały są tak dramatyczne, emocjonalne i angażujące, że pobite zostają rekordy słuchalności, o możliwość wykorzystania ubiegają się inne media (w tym „Gazeta Wyborcza”). Słupki rosną, a spirala kłamstwa się nakręca.
„Stan wyjątkowy” rozbawił mnie do łez. Satyra na współczesne media, bogatych sponsorów, pogoń za sensacją i statystyki odsłon. Absurd goni absurd, paranoja się rozkręca, a kreatywność kuchennego korespondenta jest godna, no właśnie, podziwu? Przecież to jedna wielka mistyfikacja.
