Dom dobry
8/10 Pierwsza myśl po wyjściu z kina: widzowie muszą mieć w sobie coś z tych maltretowanych kobiet, skoro idą na Smarzowskiego, wiedząc, co ich czeka. Boję się chodzić na filmy tego reżysera, bo wiem, że będzie bolało. Nie inaczej było przy „Domu dobrym”. Uderzenie pięścią między oczy.
Film potrzebny chociażby po to, by wywołać dyskusję o przemocy domowej, o mechanizmach działania oprawców, o błędach instytucji, które powinny pomagać, o obojętności środowiska.
Historia w „Domu dobrym” jest opowiedziana tak, by widz czuł się jak ofiara. Zaskoczony zdezorientowany, niepewny, pogubiony, a na końcu pobity. Krótkie, jakby szarpane sceny, zaburzona chronologia. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, wracają wypierane obrazy, wspomnienia. By ból był większy otrzymujemy wariant historii, który nie ma prawa się ziścić.
