Tylko prasy żal

8/10

Gdy „Kurier Francuski…” szerokim łukiem ominął kino, do którego zawsze chadzam, w sukurs przyszła platforma. Dopiero teraz, bo dopiero teraz rodzina zaszalała streamingowo. Na pewno zrobiłam sobie wielką krzywdę, oglądając ten film w domu. „Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” stworzony jest, by delektować się nim na dużym ekranie.

Wizualny majstersztyk. Hołd złożony kinu i dawnej dobrej prasie. Nostalgia i żal, że to minęło. Choćbym obejrzała film trzy razy i to w zwolnionym tempie, nie zarejestrowałabym wszystkich niuansów, smaczków, nawiązań, powiązań i detali. Film zrealizowany z klasą, pietyzmem i dbałością o najmniejszy szczegół. Przypomniała mi się radość z dzieciństwa, gdy dostałam książkę z rozkładanymi makietami, otwieranymi okienkami, postaciami, którymi można było poruszać. Coś z tego oszołomienia odnalazłam w tym obrazie.

Wes Anderson stworzył film, na który składają się etiudy inspirowane nekrologiem i kilkoma artykułami. Czego tam nie ma! Komiks, animacja, kolor zmieszany z czernią i bielą, film noir, reportaż, talk show i galeria w polu kukurydzy. A do tego plejada gwiazd. Znakomici aktorzy nawet w epizodach. Aż w głowie może się zakręcić. Nie oglądaj tego filmu, jeśli masz straszne kompleksy. Stwierdziłam, że moja wyobraźnia przy Andersonie to szara zmięta koperta.