Czas kruka

7/10

Na film wybrałam się przede wszystkim dla Benedicta Cumberbatcha. Aktor jak zwykle mnie nie zawiódł. To właśnie on dźwiga na swoich barkach właściwie cały film. Siła złego na jednego.

Pogrążający się w depresji po śmierci żony, ojciec dwójki małych chłopców. Mężczyzna próbuje uporać się ze stratą najbliższej osoby i obowiązkami, które na niego spadły. Świat się rozsypał. Wszystko ma szare barwy. Razem z bohaterem tłuczemy się po ciasnych korytarzach, klaustrofobicznie małych pomieszczeniach i pogrążamy się w coraz większym chaosie. Narasta poczucie zagubienia, bezsensu, beznadziei i zmęczenia.   

Oparty na książce „Czas kruka” to przykład, że literatura nie zawsze da się przenieść na ekran. To, co sobie możemy wyobrażać nijak się ma do tego, co widzimy na ekranie, czasami może trącić banałem. Mimo wszystko nie żałuję, że wybrałam się na „Czas kruka”. Film może być bliski wszystkim przezywającym żałobę. To także obraz o tym, jak cienka jest granica między żalem a rozpaczą.