28 lat później. Świątynia kości.
7/10
Jestem wielką fanką serii „28 dni/tygodni/lat później”, dlatego mimo późnej pory i mroźnego wyżu ze Wschodu wybrałam się do kina. Znacie to uczucie? Wielka ciemna sala na 399 miejsc, a w kinie jesteście jedynym widzem? Naprawdę mogłam poczuć się jak niedobitek po ekranowej epidemii wirusa. Lekki dyskomfort był. Zombie choć nieliczne, raz poderwały mnie z fotela.
Ciąg dalszy postapokaliptycznej historii, która kontynuowana jest od momentu, gdy zakończyła się poprzednia część . Spike spotyka ekipę dresiarzy, na których czele stoi Jimmy. W „Świątyni kości” zombie schodzą na dalszy plan, a Bardziej okrutni i krwiożerczy okazują się ludzie. Drastyczne, makabryczne obrazy, heavymetalowe kawałek w wykonaniu Ralpha Fiennes’a. Aby nie zdradzać zbyt wiele. Aż dziwne, że pod kinami nie ustawili się protestujący przeciwko obrazie uczuć religijnych.
