Hamnet
8/10 Najgorzej to się nastawić. Gdybym nie słuchała tych wszystkich zachwytów nad „Hamnetem”, film z pewnością podobałby mi się baaaardzo. A tak, to tylko się podobał. Tym samy całą swoją radosną twórczość na tej stronie stawiam pod znakiem zapytania.
„Hamnet” to nie film o Szekspirze. Na pierwszy plan wysuwa się jego żona Agnes, taka trochę autsajderka, dziwaczka, przez lokalną społeczność nazywana córką wiedźmy. Wie więcej, widzi więcej, czuje bardziej, znaj się na ziołach. W popisowej roli wystąpiła Jessie Buckley. To właśnie jej zawdzięczmy najbardziej przejmujące i rozdzierające sceny.
Film przywodził mi na myśl sztukę teatralną. Sceny cięte jakby spuszczano kurtynę. Obraz o odchodzeniu, dlatego w wiele kadrów wkomponowane są ramy drzwi. Bohaterowie przechodzą, wchodzą, wychodzą, mijają się. Przechodniami jedynie na tym świecie jesteśmy. „Hamnet” to film, który się chłonie. Rzecz do kontemplowania i dla zmysłów.
