Bigos, karp i wrona
6/10
Obraz z pogranicza jawy i snu. Świetna praca kamery, znakomicie oddany nastrój osaczenia, zagubienia. Szarzyzna, beton i beznadzieja wprost wylewa się z ekranu. Mimo niewątpliwych plusów obrazu, mam mieszane uczucia po „Zimie pod znakiem wrony”. Film niby ciekawy, niby ma klimat, a jednocześnie dziwnie drażniący. Momentami sprawny thriller, a niestety łapałam się na tym, że bardziej skupiam się na scenografii, szklankach, pralkach Franiach i biało-czerwonych goździkach niż zakrętach akcji.
Stan wojenny widziany oczami angielskiej profesor psychiatrii. Coś nowego, ale najbardziej ograne motywy też się znajdą: słynny „Czas apokalipsy” w kinie Moskwa, dziecko, które nie obejrzało Teleranka. Podróż z lotniska. Co widzi pani profesor? Oczywiście świńską półtuszę pakowaną do bagażnika. Przedświąteczny karp również pojawić się musiał (ma nawet swój wątek filozoficzno-egzystencjalny). Nieśmiertelny bigos/kapuśniak? A jakże!
PS Wchodzę do domu, a tam kapuśniak!
