Zaproszenie
7/10
Dawno nie śmiałam się w kinie tak głośno. A wszystko to za sprawą „Zaproszenia” w reżyserii Olivii Wilde, która wcieliła się w jedną z bohaterek (Angelę). Świetna obsada (oprócz Wilde zobaczymy: Penelope Cruz, Edwarda Nortona i Setha Rogena), słowne szermierki, lekkość w opowiadaniu i równowaga między żartem a egzystencjalnymi zawiłościami.
Recz dzieje się w ograniczonej przestrzeni: mieszkaniu odziedziczonym po rodzicach (to ważna informacja) w trakcie jednego wieczoru. Na kolacji u skłóconego małżeństwa pojawiają się sąsiedzi z piętra wyżej. Schemat w kinie już wielokrotnie wykorzystywany, mimo to w „Zaproszeniu” nie ma miejsce na nudę. Spotkanie przy desce serów szybko staje się polem bitwy. Chemia między aktorami, znakomite dialogi (film jest przegadany, ale – o dziwo – właśnie dlatego dobry), inteligentne żarty i komizm postaci. Jedynie zakończenie się rozjechało – nikt nie jest doskonały.
PS Po „Zaproszeniu” zupełnie inaczej będę patrzeć na oliwki.
