Przekleństwa niewinności

8/10 Debiutantkom nie jest łatwo w życiu. A jeśli do tego ma się znanego ojca, niełatwość jest podwójna. Wie coś o tym Sofia Coppola, na którą, przed laty, wylała się fala krytyki po występie w trzeciej części „Ojca chrzestnego” w reżyserii Francisa Forda Coppoli (jej ojca). Na szczęście jej filmowy debiut „Przekleństwa niewinności” był na tyle dobry, że złośliwcy nie mieli się do czego przyczepić.  

Obraz utrzymany w onirycznej stylizacji przypominał mi „Piknik pod Wiszącą Skałą” (podobny klimat, okres dojrzewania i pytania bez odpowiedzi). Konserwatywna katolicka rodzina mieszkająca na przedmieściach Michigan. Ojciec nauczyciel, matka prowadzącą dom. Pięć pięknych sióstr i zafascynowani nimi sąsiedzi, występujący w rolach narratorów. Rodzinny dramat, mroki okresu dojrzewania. Choć obraz opowiada o strasznej i trudnej do wyobrażenia tragedii, nie ma tutaj naturalizmu, brutalności czy drastycznych scen. Dla mnie kawał dobrego kina, z pomysłem, wizją i wyczuciem. Po wyjściu z kina długo o filmie myślałam. Zobaczyć gwiazdy w rolach sprzed lat w wydaniu po liftingu – bezcenne.